piszą…

„Patrząc na jej taniec odnosiło się wrażenie, że jest on określany nie tylko przez rozbrzmiewającą muzykę, lecz także jakieś dodatkowe brzmienia. Słyszane tylko przez tancerkę, ale w podprogowy sposób przekazywane również publiczności. To dokonanie niezwykłe i równie niezwykłe doznanie, wobec których aparat pojęciowy fizyki i psychologii okazuje się niewystarczający. Sceniczna charyzma Anny Haracz jest tak wielka, że próba jej ogarnięcia oznacza wkroczenie na obszar wręcz metafizyki.”

Andrzej Z.Kowalczyk Kurier Lubelski