„Aumakua” – recenzje

daum1
daum6
fot. Maciej Wasilewski

Anna Haracz i Tomasz Antonowicz stworzyli kolejny poetycki muzyczno-ruchowy kolaż. „Aumakua” to wrażenia, emocje, nastrój.

Spektakle Anny Haracz to podróże do krainy emocji, wrażeń i transowych dźwięków. „Aumakua” – najnowsza produkcja jej autorskiego Teatru Tańca i Muzyki Kino Variatino – jest więc kolejną, pełną harmonii dźwięku i obrazu odsłoną artystycznych działań tej tancerki i zarazem instruktorki hatha jogi, która stanowi inspirację jej kolejnych spektakli. Tym razem w kwadratach światła obok tancerki występuje jej etatowy muzyk – Tomasz Antonowicz. Oboje wystukują chodakami rytm, komponują muzyczno-ruchowy kolaż – on grą na bębnie typu conga, ona tańczy. Spokojny, wyciszony, medytacyjny spektakl kończy symboliczne sypanie mandali.

Łukasz Rudziński trojmiasto.pl

Rozważania o harmonii i chaosie na Gdańskim Festiwalu Tańca

O tym, jak różne oblicza ma dzisiaj współczesny teatr tańca, świadczą ostatnie trzy trójmiejskie premiery w ramach zakończonego w niedzielę III Gdańskiego Festiwalu Tańca. „Aumakua” to poszukiwanie harmonii, „Skin deep” – śledzenie osobistych związków ze światem, a „Jakub 2” to rzecz o totalnym chaosie.

Czysta, uporządkowana przestrzeń, minimalizm, który od razu wywołuje uczucie spokoju i harmonii. Scena podzielona na większe i mniejsze kwadraty i prostokąty, tworzące spiralę. Jeden wysoki bęben konga, drewniane chodaki. Kobieta (Anna Haracz) i mężczyzna (muzyk Tomasz Antonowicz) ubrani w proste czarne stroje. W najnowszym spektaklu Teatru Kino Variatino „Aumakua”, którego premiera odbyła się w ramach III Gdańskiego Festiwalu Tańca, pozornie nie ma miejsca na niedoskonałość, przypadkowość, chaos. Rytm życia bezdusznie wyznacza ustawiony na scenie metronom. Wszystko zdaje się podlegać nieugiętym matematycznym zasadom. Harmonia jest piękna i ważna – zasada złotego podziału w architekturze pozwala nie zawalić się najbardziej skomplikowanym konstrukcjom, rytmiczne dźwięki są w stanie uzdrawiać, poprawić humor, sprawiają, że mimowolnie zaczynamy „podrygiwać”, rozluźniamy się, mamy ochotę tańczyć. Podstawą wszystkich tańców zresztą – począwszy od rytualnych, obrzędowych przez narodowe czy salonowe – jest rytm, metrum. Matematycznie wyliczone proporcje są podstawą zarówno piękna, jak i porządku, dają poczucie bezpieczeństwa. O tym właśnie jest „Aumakua”, którego tytuł odnosi się do pochodzącego z Huny, starożytnego hawajskiego szamanizmu, określenia „Wyższego Ja”, nadświadomości, „podłączenia” do Absolutu. Jest ono elementem dającej energie mantry, w której także ważne są powtarzalność i rytmiczność. „Aumakua” to spektakl o harmonii, do której usilnie dążymy, bo wprawia w dobry nastrój, buduje poczucie bezpieczeństwa, ale i ogranicza. Ruch i dźwięk – a właściwie sam wystukiwany chodakami, na bębnie czy o podłogę rytm, przenika się tu z ruchem, tańcem, który próbuje odnaleźć się w przestrzeni pomiędzy kolejnymi taktami, wypełnić ją. Matematycznie Wyliczony i oszczędny jest ruch Antonowicza, przemieszczającego się po scenie i wykonującego proste czynności, kontrastuje z miękkim, szybkim ruchem Haracz – czasem specjalnie niezgrabnym, nierównym, gdy próbuje tańczyć w ciężkich, za dużych męskich chodakach. Dużą role odgrywa tu symbolika – sypany z białej kartonowej kostki pomarańczowy piasek nasuwa skojarzenia z sypaniem mandali i z oczyszczeniem, ale równie dobrze może oznaczać upływający czas. Wszystkim działaniom tancerki i muzyka towarzyszy wideo z udziałem około siedmioletniej dziewczynki – uosobieniem dzieciństwa twórczyni spektaklu, a może jej potencjalnym dzieckiem lub wewnętrznym stanem. Bo jej spontaniczność i swoboda jeszcze silniej podkreślają zbudowany na scenie sztuczny, uporządkowany i, jak widać po jej reakcjach, niezwykle nudny świat dorosłych. „Aumakua” to spektakl skupiony, oszczędny w swojej dobrze przemyślanej formie, przejrzysty.”

Magdalena Hajdysz, 27 lipca 2011

 

Dlaczego warto tańczyć? Trzeci Gdański Festiwal Tańca.

daum4
fot. Maciej Wasilewski

Coś magicznego tkwi również w pozornie spokojnym spektaklu Teatru Tańca i Muzyki Kino Variatino „Aumakua” Anny Haracz. Choć ona się wypiera zbyt głębokiego pokrewieństwa np. z dalekowschodnią obrzędowością pogrzebową (dla mnie kocioł konga, drewniaki czy skrzynka z popiołem takową ewokują), przecież magiczności się nie wyprze.

Szuka bowiem, właśnie w tytułowej postaci, opiekuńczego ducha, który czuwałby nad naszym życiem, w całkiem nam (pozornie) obcej kulturze. I to właśnie ona podpisałaby się obiema dłońmi pod słowami pana ambasadora Zambrano, że w życiu „potrzebujemy szczególnego przewodnika, który pomoże nam uruchomić uwagę, by poziom naszej świadomości był wyższy i byśmy mogli żyć głębiej, z dala od powierzchowności, i banalności, bliżej ziemi”.

Tadeusz Skutnik Dziennik Bałtycki, 2 lipca 2013