„…And We Will Have Danced Together – score 3”

fot. Zena Bibler

fot. Zena BiblerNa XVII Międzynarodowych Spotkaniach Teatrów Tańca w Lublinie”…And We Will Have Danced Together –score 3″ Anna Haracz

Akustyczne ciało w akustycznej przestrzeni. Rezonujemy tym co dźwięczy w ciele, rezonujemy tym co nas otacza, rezonujemy mijającymi nas ludźmi. Absorbujemy wszystkie dźwięki, przetwarzamy je, pozwalamy by wspótworzyły nasz wewnętrzny system fal i tonów… Ślemy to dalej…

…And We Will Have Danced Together to seria pięciu akcji performatywnych mających na celu zbadanie możliwości ruchu służącego przemieszczaniu się pomiędzy ciałami, w czasie i przestrzeni. Stworzone w odpowiedzi na estetyczne i krytyczne propozycje Judson Dance Theatre (Nowy Jork, 1962-64) i innych współczesnych im twórców, akcje nawiązują do zasad najbardziej charakterystycznych dla artystów ery grupy Judson: ruchów pieszych, performansów w przestrzeni publicznej, dostępnych technologii, „czystego” ruchu i współpracy interdyscyplinarnej. Spuścizną grupy Judson jest, pod wieloma względami, poszerzanie horyzontów estetycznych. Pięćdziesiąt lat później, współcześni nam korzystają z przestrzeni utorowanych przez tamtych artystów  dążąc do uwzględnienia zróżnicowanych praktyk i sposobów tworzenia w sferze tańca. Jednak zamiast próbować odtworzyć lub utrwalić cechy charakterystyczne dla epoki grupy Judson, akcje w serii starają się zbadać sposób, w jaki wymienione podejścia przedostały się do nowoczesnej świadomości, a także różnorodne interpretacje i permutacje, które pojawiły się po drodze.

„Szeroko pojętą sferą dźwięku zajęła się również Anna Haracz w krótkim solo z cyklu „… And We Will Have Danced Together”. Podeszła doń jednak od innej strony. W jej realizacji ciało nie było źródłem dźwięku, lecz jego przekaźnikiem. Przekaźnikiem nadzwyczaj czułym, nastrojonym na jego pełną skalę, łącznie z częstotliwościami znajdującymi się poza granicą słyszalności. Wydawać by się mogło, że bez wsparcia nowoczesnej technologii jest to niemożliwe. A jednak Anna Haracz potrafiła ów efekt osiągnąć. Patrząc na jej taniec odnosiło się wrażenie, że jest on określany nie tylko przez rozbrzmiewającą muzykę, lecz także jakieś dodatkowe brzmienia. Słyszane tylko przez tancerkę, ale w podprogowy sposób przekazywane również publiczności. To dokonanie niezwykłe i równie niezwykłe doznanie, wobec których aparat pojęciowy fizyki i psychologii okazuje się niewystarczający. Sceniczna charyzma Anny Haracz jest tak wielka, że próba jej ogarnięcia oznacza wkroczenie na obszar wręcz metafizyki. Nie ukrywam, iż ta znakomita artystka zdobyła mnie „na własność” już ubiegłorocznym występem na Spotkaniach, a tą drugą realizacją jeszcze to utrwaliła. Bardzo chciałbym oglądać ją jak najczęściej.” Andrzej Z.Kowalczyk Kurier Lubelski