Intymność procesu twórczego

6-ok

Odwiedziłam ostatnio kilka festiwali w Polsce i zagranicą, i nasuwa mi się kilka refleksji dotyczących zmian w myśleniu o procesie twórczym, scenie jako miejscu szczególnym i spektaklach.

Proces twórczy jest czasem, gdy na salę prób przynosimy wszystko (fizycznie, intelektualnie, duchowo) co może się przydać do stworzenia tego o czym chcemy opowiedzieć. Taki mały śmietnik połączony z remontem (płyty, kostiumy, rekwizyty, książki, instrumenty,itd) by przekładać, przestawiać, sprawdzać co działa a co nie. Mieli się i mieli, euforia, kryzys, lęk, to działa a to nie. Dla mnie osobiście jako tancerki i choreografa, jest to bardzo intymny czas, który wymaga zaglądania w różne zakamarki siebie, by później wobec widza pozostać szczerym. Jeśli mamy szczęście, z tego bałaganu zaczyna się coś wyłaniać, transformować i łączyć w coś większego niż elementy składowe. Dla mnie najbardziej fascynującym etapem pracy jest właśnie ta transformacja, która poszerza, odświeża i dotlenia to co w nas utknęło… Coś się tworzy… Wybieramy, dopieszczamy i… zapraszamy gości czyli widzów, by podzielić się tym cośmy stworzyli. Uwielbiam to…

Obecnie, oglądając dużą część współczesnych spektakli mam poczucie jakbym weszła w środek procesu twórczego, choć w programie znajduję barwny opis skończonego spektaklu. Rzadko kto pisze, że jest to work in progress. Czyli czuję się tak, jakbym była zaproszona do mieszkania w trakcie remontu a gospodarz opowiada mi co tutaj dopiero się pojawi jakby to już istniało… A ja widzę jedynie ściany obdrapane ze starej farby, pojemniki z nową stoją jeszcze w koncie, nowe okna są już wstawione ale trzeba umyć szyby. Trochę jak Big Brother, bo widzę mnóstwo wywalonej na wierzch intymności, z którą twórca jeszcze nie wie co zrobić, jak nią zarządzać, jaką jej nadać formę. Widzę też ogrom pracy, który czeka twórcę by przetransformować świetny pomysł w równie dobre dzieło.

I nie wiem, czy to co widzę jest świadomym wyborem, gdyż chcemy się podzielić właśnie ww procesem, brakiem wiedzy o tworzeniu, lenistwem, brakiem mocy twórczej, a może poddaniem się i zostaniem na etapie poszukiwań…

Nie oceniam tego, czasem tylko mi szkoda, że ktoś utknął w połowie drogi uważając, że jest to wszystko na co go stać…

Ja osobiście wolę gotowe spektakle, może dlatego, że sama jestem twórcą i to co widzę jest dla mnie tylko zaczynem do dobrego spektaklu. Spektakl ten mógłby wnieść coś nowego w nasze życie, mógłby być swego rodzaju celebracją czegoś istotnego lub nieistotnego. To się jednak nie wydarzy, gdyż twórca utonął metr przed brzegiem…

Anna Haracz