Taniec, religia i stan umysłu /Anna Haracz

56fcfe7ed68b4_o

Analiza tańca jako praktyki duchowej na przykładzie wirujących derwiszów

Taniec, jako jedna z najstarszych sztuk, jest tym aspektem życia człowieka, który bardzo łatwo rozpoznać ale trudno zdefiniować. Dzięki swej pozawerbalnej naturze utrudnione jest ujecie go w słowach, by z jednej strony precyzyjnie oddać jego istotę, z drugiej poprzez nadmierną dokładność nie ograbić z kluczowych cech. Z trzeciej natomiast strony można zagubić się w intelektualnym bądź fałszywie uduchowionym bełkocie, który jedynie rozmydla naturę jednej z dziewięciu muz.

Aby nie utonąć w cytowaniu różnych definicji tańca, powstałych przez setki lat zaczynając od Lukiana z Samosaty, Irenę Turską przytoczę jedynie Roderyka Lange – polskiego antropologa tańca: „do zrozumienia istoty tańca potrzebna jest znajomość jego tworzywa – czyli ruchu ludzkiego – w najrozmaitszych jego funkcjach. Ruch jest elementem życia i jego przejawy są wszechobecne w działaniach człowieka. Przede wszystkim wiąże się to z czynnościami życia codziennego wynikającymi z konieczności zapewnienia bytu materialnego. Ale ruch jest również środkiem przekazu różnych treści, porozumiewania się, wyrażania się eksponowania tworzonych przez człowieka wizji własnego świata, świata będącego odbiciem życia wewnętrznego człowieka.”1

Jako praktyk pozwolę sobie stwierdzi, że taniec jest jak sztuka walki. Co to znaczy? Ma być przede wszystkim skuteczny. Istotą sztuk walki jest skuteczność w prowadzeniu wojny a istotą tańca jest skuteczna komunikacja. I choć przez setki lat taniec obrósł warstwami estetyki ruchu, kostiumu czy muzyki co zamyka go w sferze odbioru estetycznego, to bez względu na formę i czas służy on przede wszystkim porozumiewaniu się.

Możemy wyodrębnić trzy sfery i dwa porządki, w których odbywa się ów proces komunikacji. W dwóch sferach występuje porządek horyzontalny. W pierwszej sferze człowiek komunikuje się z drugim człowiekiem, czyli światem zewnętrznym. Można tu wspomnieć o całym bogactwie i różnorodności tańców ludowych i towarzyskich oraz wojennych. W drugiej sferze to ciało komunikuje się z psyche/duszą czyli światem wewnętrznym. Szczególnie ostatnie dwudziestolecie obfituje w powstawanie ogromu warsztatów tanecznych i technik pracy z ciałem służących pogłębianiu samoświadomości i terapii w szerokim rozumieniu. W porządku wertykalnym natomiast człowiek zwany homo religiosus łączy się z siłami wyższymi, wewnętrznymi i zewnętrznymi. Tańce religijne, rytualne, medytacyjne to najstarsza forma rozmowy poprzez ruch ciała z tym co nieodgadnione, tajemnicze, ponadosobowe. Ta wyjątkowa rozmowa, w zależności od przekonań, może odbywać się dwukierunkowo, bowiem dusza poprzez ruch może komunikować się z ciałem, otoczenie z człowiekiem a Bóg ze swoim wyznawcą/stworzeniem. W każdym wymienionym przeze mnie przypadku jest to przepływ, choć świadomy i zamierzony, to raczej odbywający się poza analizującym i syntetyzującym intelektem. Akt tańca poprzez zaprzęgnięcie do spójnego działania ciała, oddechu i umysłu ustanawia odmienną od codziennej relację pomiędzy nimi, w której to rozum stanowi aspekt podrzędny i spełnia rolę jedynie świadomego obserwatora wobec ciała tańczącego. Umysł tu postrzega się nie jako swojego rodzaju obiekt (materialny lub niematerialny), ale jako proces czy po prostu aktywność, którą się wykonuje.2

Każda religia uwzględnia ciało człowieka jako aspekt, którego nie można pominąć na ścieżce duchowej. Gdyż, jak pisze Friedrich Nietzsche „Ciało jest wielkim rozumem, wielością o jednym zamyśle, wojną i pokojem, stadem i pasterzem. (…) Narzędziem twego ciała jest, bracie mój, również twój mały rozum, który nazywasz duchem; jest małym narzędziem i zabawką twego wielkiego rozumu.”3 Pomimo, iż nasza cielesność częściej sytuowana jest w sferze profanum niż sakrum to dla homo religiosus troska o sprawność, higienę i zdrowie jest zasadą podstawową. „Koncepcja, że ciało jest skażone grzechem i że jest najniższym aspektem naszego bytowania, jest zazwyczaj łatwa do obalenia w praktyce, ponieważ to właśnie przez ciało najwyższy i najwspanialszy cel życia może być osiągnięty. Nazywamy nasze ciało »fizycznym ciałem« tylko przez ignorancję; gdy pojawia się wiedza, zaczynamy patrzeć na ciało jak na świętą świątynię Boga.”4 A w konsekwencji tej wiedzy żydzi przestrzegają zasad koszerności, chrześcijanie ustanawiają posty, muzułmanie dokonują ablucji przed każdym salat a hindusi i buddyści używają asan i odpowiedniej diety by niedoskonałości ciała nie przeszkadzały im w medytacji. „Pierwszą rzeczą, jakiej człowiek musi się nauczyć na duchowej ścieżce, jest nie identyfikowanie się z ciałem, ale zamiast tego traktowanie ciała jako swego rodzaju instrumentu, (…) poprzez który doświadczamy życia”.5 Ciało bowiem jest pojazdem umożliwiającym realizację duchowych celów. Dlatego też w wielu religiach, sektach, zgromadzeniach duchowych taniec jako aktywność cielesna staje się wehikułem, dzięki któremu człowiek religijny może spotykać się z treściami, wartościami, jakościami czy istotami stanowiącymi obiekt kultu, przedmiot praktyki czy ideałami do których osiągnięcia dąży.

To czemu chciałabym się przyjrzeć w tej pracy, to użycia tańca jako formy komunikacji w życiu duchowym człowieka. Warto tu zaznaczy, że nie każdy ruch jest tańcem i nie każdy taniec jest modlitwą czy medytacją. Dla wielu ludzi taniec stanowi formę rozrywki, terapii czy ekspresji. Tak jest, gdyż taki jest ich zamysł i postrzeganie tańca. Dla innych jest on praktyką duchową prowadzącą do osiągnięcia transformujących stanów medytacyjnych czy mistycznych. Co zatem stanowi o tym, że taniec jest tańcem, modlitwa modlitwą, taniec modlitwą a medytacja tańcem? Świadomość, intencja i praktyka. W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć sufickiego mistyka Hazrata Inyata Khana który mówi: „nie myślcie, że chodzenie do świątyni, modlenie się czy siedzenie w ciszy są jedynymi drogami rozwoju duchowego. (…) Dlatego też każdy ruch w ciągu dnia powinien być wykonywany uważnie, z koncentracją. Ale jak możemy tego dokona, gdy jesteśmy tak bardzo pochłonięci naszymi sprawami zawodowymi i trudną codziennością? Odpowiedz brzmi: powinniśmy wszystko, co robimy czynić naszą modlitwą. Wówczas cokolwiek to będzie, będzie praktyką duchową. Każde nasze działanie stanie się modlitwą. Każdy ruch który robimy na południe, północ, wschód czy zachód, będzie wskazywał na duchowy cel.”6

Taniec może być więc formą modlitwy wznoszącą umysł ku wyższemu ideałowi, jednocześnie odsuwającą uwagę od pojawiających się w życiu przeszkód. W chrześcijaństwie odgrywa rolę błagalno-dziękczynną, w buddyzmie jest praktyką duchową prowadząca do uzyskania konkretnych jakości umysłu, a w sufizmie narzędziem do osiągnięcia jedności z Universum. Jak pisze Maurice Merlau-Ponty: „Zawsze dostrzegano, że gest lub mowa przeobrażają ciało, ale poprzestawano na stwierdzeniu, że stanowią one rozwinięcie lub przejaw innej mocy, myśli lub duszy. Nie wiedziano tego, że aby móc wyraża, ciało musi w ostatecznej instancji stać się myślą lub intencją, którą dla nas znaczy.7

Jednym z fenomenów praktyki duchowej poprzez taniec, wielokrotnie już opisanych, jest rytuał derwiszów bractwa zakonu Mewlewich ustanowiony w 1273 r. przez Dżalal-ad-Dina-Rumiego, mistyka i poetę irańskiego kręgu kulturowego. Dla Rumiego celem praktyki było doświadczenie mistyczne a „celem doświadczenia mistycznego jest poznanie Boga, a sciślej – sensus numinis, czyli odczucie boskości.”8 „W sufiźmie (…) istnieje uniwersalna Najwyższa Prawda, Miłość, Absolut, Bóg – jest to esencja Miłości, Harmonii i Piękna.”9 Jednym z narzędzi do osiągnięcia owych wartości, czy jakości jest taniec Mewlewich mający swe korzenie w sufickiej praktyce modlitewnej zwanej Zikar. W najprostszej formie polega ona na wykonywaniu w pozycji siedzącej obrotów ciałem wokół osi kręgosłupa. Koła te są minimalne u podstawy ciała symbolizującej zakorzenienie i stabilność a powiększające się wraz z oddaleniem od dołu ku górze ciała praktykującego. W ten sposób tułów rysuje w przestrzeni odwrócony stożek będący odpowiednikiem otwierającej się na boskość świadomości. Ruch zsynchronizowany jest z oddechem regulowanym poprzez wielokrotne (minimum 101 razy) śpiewanie na głos lub deklamowanie w ciszy mantry „La Elah Ela Allah” w przybliżeniu znaczącej „wszystko jest Absolutem/Bogiem, Absolut/Bóg jest wszystkim”. Warto tu doprecyzowa, że gdy mistycy mówią „Bóg”, nie określa to konkretnej personifikacji np. starszego pana z brodą ale jest niczym nieuwarunkowaną, nieograniczoną, przenikającą wszystko pierwotną siłą. Na przestrzeni lat i w zależności od zakonu powstało wiele wariantów tej praktyki, która obecnie wygląda następująco. Obrzęd odbywa się po wieczornej modlitwie, czyli zachodzie słońca, co oznacza rozpoczęcie zaślubin z nocą – porą zjednoczenia z Bogiem. Ośmiokątna przestrzeń przeznaczona do odprawienia rytuału oddzielona jest drewnianymi barierkami od zajmowanej przez muzyków i przyglądającą się publiczność. Po przeciwległych stronach tej samej osi znajduje się wejście i wnęka wskazująca kierunek Mekki. Przed nią położony jest wełniany czerwony dywan jako znak zachodu słońca i śmierci Mewlany. Pomiędzy wejściem a dywanem istnieje umowna linia, symbolizująca najkrótszą drogę do Boga, czyli równik niebieski. Sam obrzęd podzielony jest na dwie części: modlitwę wstępną oraz rytuał właściwy. Modlitwa wstępna składa się z deklamacji fragmentu „Masnawi” Rumiego, inwokacji prowadzącego ceremonię szajcha, który kieruje do Boga, Proroka i przodków w wierze prośbę o błogosławieństwo i wstawiennictwo. Rozpoczyna się gra na kadum i flecie, podczas której szajch przekracza linię niebieskiego równika, a tancerze wymieniając pokłony okrążają trzykrotnie salę, zdejmują opończe i ustawiają się na swoich miejscach. Od tego momentu zaczyna się druga część rytuału składająca się z czterech odcinków zwanych selam – czyli pozdrowień. Po pierwszym selam, będące złożeniem pocałunku na dłoni szajcha, zaczyna się wirowanie derwiszy w symbolicznym ułożeniu dłoni, które to zmieniają się poprzez kolejne części w trakcie nieprzerwanego wirowania. Prawa dłoń z szeroko rozpostartymi palcami przyłożona do serca symbolizuje wśród muzułmanów pięć zasad wiary. Czwarte selam jest punktem kulminacyjnym, gdzie szajch przesuwając się po linii równika do centrum koła daje sygnał współbraciom, że jest to moment na spotkanie z Bogiem. Kiedy ekstaza osiąga swój najwyższy punkt muzyka jest nagle przerwana, co również zatrzymuje ruch, przez co mogą wystąpić akty utraty świadomości. Po odzyskaniu świadomości, ubraniu ponownie opończy tancerze siadają i wysłuchują zamykającą ceremonię deklamację wersetów „Koranu” oraz modlitwę w intencji bractwa Mewlewich.10

Wirujący taniec irańskich żebraków zaprzęga więc nie tylko ciała i umysły odprawiających go uczestników. Poprzez siłę swego działania włączają w przeżycie mistyczne oddzieloną barierkami publiczności, przed którą ów rytuał się odbywa. Dzięki specjalnie skomponowanej, granej na określonych instrumentach, rytmicznej muzyce za pomocą czterech prostych gestów i cyklicznego ruchu kołowego tancerze Mewlewi posiedli umiejętność instrumentalnego wywoływania odmiennego stanu świadomości, poprzez który dążą do zmiany ciała w duszę, zlania w jedno twórcy i jego stworzenia. Czy owo niecodzienne doświadczenie prowadzi do oświecenia, wyzwolenia, zbawienia, wyrwania się z koła samsary, czy powrotu do Źródła? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że każda znana nam religia bez względu na czas i szerokość geograficzną dąży do osiągnięcia zdewaluowanego przez faszyzm nitzscheańskiego „nadczłowieka” – wolnego, spełnionego, realizującego cały swój potencjał z jakim przyszedł na świat. Różne drogi ale cel ten sam, choć inaczej nazywany i opisywany.

Najbardziej interesujące wydaje się być to, by odpowiedzieć na pytanie: co tak na prawdę rozgrywa się w osobach praktykujących taniec sufich? Co powoduje, że ze sfery profanum przemieszczamy się do sfery sacrum, w której zupełnie zmienia się percepcja teraźniejszości, przeobraża się sama rzeczywistość a postrzeganie jej jest możliwe jedynie poza zmysłami? Jakich środków musimy użyć, by nie przez przypadek a rozmyślnie osiągnąć taki poziom realizacji, który toruje drogę do szerszych zakresów naszej egzystencji niż tylko funkcjonowanie w domenie przedmiotów, zdarzeń i uwarunkowań. Skoro istnieje taki obszar i można mieć do niego dostęp to warto się jemu przyjrzeć.

To co translokuje nasz umysł w stan odmiennej uważności jest sam akt rytuału związanego z nim rytmem i uważność. Wykonując powszednie czynności nieświadomie lub automatycznie nasz intelekt może w tym czasie być gdziekolwiek, robić zakupy czy prowadzić nierzeczywiste rozmowy. Ale jeśli nadamy danej czynności wartość, skonstruujemy powtarzalne reguły, określimy symbolikę gestów wykonywanych do celowo zrytmizowanej muzyki, dodamy stwarzające odpowiedni klimat oświetlenie oraz przywdziejemy okazjonalny ubiór ale w szczególności zwerbalizujemy intencję, dajemy umysłowi sygnał, że nie jest to kolejna rutynowa czynność ale bardzo istotny przejaw świadomości. Od tego momentu nasz spiritus movens staje się uważny, zmysły wyostrzają się a oddech wydłuża się i pogłębia.

Istotnym elementem każdego rytuału czy obrzędu jest rytm i metrum granej muzyki lub wypowiadanej modlitwy czy mantry. Musi on sprzyjać generowaniu płynnego, spokojnego ruchu ciała zsynchronizowanego z długością oddechu. Najczęściej stosowany jest puls imitujący rytm bicia ludzkiego serca lub też jeszcze słyszalna przez ludzkie ucho muzyka oparta na częstotliwości fal alfa, których działanie opisze w dalszej części pracy. Te aspekty stanowią swoisty pojazd na którym tancerze sufi przenoszą się w odmienne stany świadomości.

Kluczowym komponentem jest również uważność. Ale nie ta chwilowa i zogniskowana na zewnętrznym obiekcie. Jest to specyficzny rodzaj koncentracji na tym co dzieje się tu i teraz, pozwalający na odczucie własnej obecności oraz nieoceniającej obserwacji tego co jest. Taniec jest tą formą działania, której praktyka wymaga skupienia owocującego możliwością wypracowania wspomnianej uważności. Jest to możliwe poprzez konieczność zsynchronizowania ruchów ciała, z możliwościami oddechowymi oraz umysłem, który to z jednej strony decyduje a z drugiej obserwuje zachodzący proces. Tak więc w akcie tańca zaangażowana jest cała istota ludzka, z jej układem krwionośnym i nerwowym, emocjami, potem, zmęczeniem i relaksem, bólem mięśni i radością odczuwania samego siebie. Nie może więc dziwić fakt, iż mistycy i duchowo rozwijające się istoty ludzkie zaprzęgły taniec, by stał się na drodze ich rozwoju komplementarnym narzędziem by dotykać niedotykalnego, osiągać to co poza zasięgiem ręki i łączyć to co wydaje się odległe. I czy to będzie po to by zjednać się ze swoim stwórcą, czy osiągnąć stan uwalniającej głebokiej medytacji to już jest kwestią poglądów i potrzeb.

W książce Zbigniewa Lewandowskiego pt. „Sufizm” czytamy: „częścią praktyk i rytuałów są różne techniki wprowadzania się w stany ekstatyczne, autohipnotyczne i hipnotyczne, czasami prowadzące adeptów do znieczulenia na ból. Większość z nich opiera się na doskonałej znajomości różnych zjawisk psychologicznych i psychosocjologicznych, jak na przykład zbiorowa hipnoza, neurologia i psychofizjologia, m.in. rytmów biologicznych organizmu – vide mantryczny charakter modłów narzucających mózgowi przejście w rytm alfa (!), często wykorzystywany także do celów terapeutycznych zarówno psychiki, jak i ciała. Część wypracowanych praktyk i rytuałów wykorzystuje zjawiska, takie jak stany hipnotyczne, ekstaza (uznawane za doświadczenie transcendentne), do »wyzwolenia ducha z okowów«”11 A zatem to co zachodzi w umysłach wirujących derwiszów to poziom alfa, w praktyce duchowej określany jako kontemplacyjny lub faza płytkiej medytacji. Niektórzy derwisze uzyskują stadium o niższej częstotliwości – theta, czyli głebokiej medytacji, a nawet delta, która to doprowadza do utraty świadomości. Wszystkie wspomniane sfery należą do pięciu stanów świadomości człowieka. Każdy z nich charakteryzuje się określonym zakresem częstotliwości fal generowanych przez ludzki mózg oraz związanymi z nimi aktywnościami umysłowymi i fizycznymi. Idąc od największych do najmniejszych częstotliwości mamy fale gamma (30 Hz – 100 Hz), które to pozwalają na proste działania i nieskomplikowane funkcje motoryczne. W stanie beta (12 Hz – 28 Hz) odbywa się nasza zwykła codzienna aktywność, percepcja zmysłowa i praca intelektualna. Obniżając częstotliwość fal mózgowych do zakresu alfa (8 Hz – 13 Hz) wchodzimy w płytki relaks, odprężenie, czas tuż przed zaśnięciem lub tuż po obudzeniu, mamy łatwość i szybkość przyswajania wiedzy, i jak już wspomniałam jest to poziom płytkiej medytacji i modlitwy. Poziom alfa jest pierwszym z tych, w którym nasz wiecznie zajęty masą niepotrzebnych myśli umysł, może w końcu zwolnić i odpocząć. Jest to również zakres, w którym uaktywnia się intuicja, abstrakcyjne myślenie i twórcze korelowanie faktów czy zjawisk dających zaskakujące rozwiązanie. Tutaj też możemy przeprogramować niezbyt głębokie a niekorzystne nawyki i przekonania na takie, które uważamy za potrzebne i rozwijające, co z rozmysłem wykorzystywane jest w licznych wariantach terapii opartych na afirmacjach oraz technikach kontemplacyjnych używających mantr i wizualizacji. I nawet jeśli uda nam się zmienić pole działań i zachowań to jest to jednak poziom, w którym wciąż egzystujemy w uwarunkowanym świecie. Pierwszą przestrzenią aktywności umysłu ludzkiego charakteryzująca się poczuciem wolności, czyli w buddyjskim pojęciu nieuwarunkowaną rzeczywistością, jest stan theta, występujący gdy uda nam się obniżyć częstotliwość fal mózgu do zakresu 4 -7 Hz. W tym paśmie przebywa człowiek pogrążony w głebokiej medytacji, transie, hipnozie, w stanie silnych emocji lub marzeniach. Osoby mające, czy to wynikającą ze świadomej praktyki czy zachodzącą spontanicznie, zdolność do wygenerowania fal theta z reguły działają nietuzinkowo, żyją poza ograniczającymi zasadami systemu i bardziej są zainteresowane realizacją duchową niż tradycyjnie pojętym sukcesem.

Ostatnim zakresem dostępnym ludzkiemu mózgowi jest stan delta (0,5 Hz – 3 Hz) w którym odbywa się głęboki sen lub równie głęboka medytacja. Według badań w tym obszarze nic nam się nie śni i zupełnie tracimy świadomość a z nią możliwość zapamiętania, obserwowania, czy decydowania. Jest to jednak stan bardzo zdrowy dla naszego ciała i umysłu, gdyż na tym poziomie szybciej się regenerujemy, leczymy z chorób i uzależnień.

Widzimy zatem, że wirujący derwisze to nie jedynie interesujący i egzotyczny zabytek odległej religijności, który do dziś przyciąga mniej lub bardziej uduchowioną publiczność. Jest to wyjątkowa i skuteczna praktyka wynikająca z ogromnej wiedzy na temat ludzkiej natury, której konstruktem jest ciało i umysł stanowiące jedno niepodzielne, współdziałające jestestwo. Dzięki obecnym badaniom wiemy, iż transformujące przeżycia mistyczne, odmienne stany świadomości, czy różne aktywności umysłowe to nie jedynie wymysł oderwanych od ziemi dziwaków. Wszystko to są zjawiska naturalne choć na swój sposób wyjątkowe. Domyślamy się, że Rumi i jemu współcześni nie mieli pojęcia o istnieniu fal mózgowych i ich różnych zakresach. Mimo to na podstawie swoich doświadczeń, intuicyjnych przebłysków i konsekwentnym ich sprawdzaniu stworzyli praktykę stosowaną do dziś.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Może dlatego, że kiedy zaczynałam swoją przygodę z tańcem, przechodząc przez kolejne lekcje, techniki i praktyki docierała do mnie pewna prawda na początku odczuwana jedynie instynktownie. Taniec to nie tylko machanie nogami dla rozrywki tańczących lub oglądających do określonej muzyki, w odpowiednim kostiumie i otoczeniu. To wielopoziomowa aktywność, która jednocześnie może zaspokoić potrzeby estetyczne, fizyczne, psychiczne, intelektualne i twórcze. Wychowując się w zachodniej kulturze będacej mieszanką chrześcijaństwa i starożytnej myśli filozoficznej oddzielającej ciało od duszy, podążało za mną społeczne przekonanie o conajmniej wątpliwym moralnie i duchowo charakterze sztuki tańca. W wielu opracowaniach naukowych dotyczących aktorstwa, pantomimy i tańca znaleźć można było opisy dotyczące wykluczania, braku szacunku, czy wręcz poniżania parających się ww zawodami. Daleko było i jest do przyjęcia przez społeczeństwo stwierdzenia, że swoboda zachowań tancerzy wynikająca ze świadomości swego ciała i ducha, jest raczej konsekwencją ich stanu wolności a nie brakiem zasad moralnych. Fizyczna atrakcyjność rzadko łączona jest z rozwiniętą duchowością i intelektem. A z tej perspektywy daleko jest do myśli, że tą jakże cielesną sztuką jaką jest taniec, można również traktować jako praktykę duchową. Praktykę prowadząca do ogólnie i wielowymiarowo pojętego rozwoju wpisanego w naturę i pragnienia człowieka. I wielu już to robiło, od setek lat. Jednak taniec ma to do siebie, że służy wszystkim według ich potrzeb i intencji, a te zależą tylko i wyłącznie od woli tańczącego.

1 R. Lange, Taniec a sztuka ruchu, [w:]Taniec we współczesnej kulturze i edukacji, pod red. D. Kubinowskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1998, s.17

2 koncepcja umysłu z filozofii jogi z książki: M. Wielobób, Uważność w praktyce, Tradycyjne techniki uważności i medytacji, rozdz. Koncepcja umysłu w jodze klasycznej, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2016

3 F. Nietzsche, To rzekł Zaratustra, tłum. S. Lisiecka i Z. Jaskuła, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999, s.40

4 H. Inayat Khan, Mental Purification, Cyt. za: M. Wielobób, Medytacja w życiu codziennym, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2014, s.53

5 H. Inayat Khan, op. cit., s.53

6 H. Inayat Khan, op. cit., s.53

7 M. Merlau-Ponty, Fenomenologia percepcji, tłum. M. Kowalska i J. Migasiński, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2001, s.218

8 Z. Lewandowski, Sufizm, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2010, s.75

9 Z. Lewandowski, op. cit., s.75

10 L. Czapliński, Obrzęd taneczny derwiszów Mewlewich, w: „Dialog” NR 5 (320), pod red. Konstantego Puzyna

11Z. Lewandowski, op. cit., s.152-153

BIBLIOGRAFIA:

  1. Lesław Czapliński, Obrzęd taneczny derwiszów Mewlewich, w: „Dialog” NR 5 (320), pod red. Konstantego Puzyna
  2. Roderyk Lange, Taniec a sztuka ruchu, [w:]Taniec we współczesnej kulturze i edukacji, pod red. Dariusza Kubinowskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1998
  3. Zbigniew Lewandowski, Sufizm, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2010,
  4. Maurice Merlau-Ponty, Fenomenologia percepcji, tłum. Małgorzata Kowalska i Jacek Migasiński, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2001
  5. Friedrich Nietzsche, To rzekł Zaratustra, tłum. Sława Lisiecka i Zdzisław Jaskuła, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999
  6. Maciej Wielobób, Medytacja w życiu codziennym, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2014
  7. Maciej Wielobób, Uważność w praktyce, Tradycyjne techniki uważności i medytacji, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2016.