„Zrobiłabym to wszystko jeszcze raz” Gazeta Wyborcza

Nikt tego jeszcze nie robił. Ona spróbowała. Efekt jest co najmniej zaskakujący. Anna Haracz opowiada czytelnikom „Gazety” o powstawaniu filmu tanecznego i innych projektach związanych z jubileuszem piętnastolecia istnienia założonego przez siebie Teatru Kino Variatino. 

Przemysław Gulda: Teatr Kino Variatino istnieje już piętnaście lat. Co uznajesz dziś za największe osiągnięcia grupy w tym czasie?

Anna Haracz: Może to zabrzmi banalnie ale największym osiągnięciem jest to, że wciąż istniejemy jako teatr i robimy swoje. Przez te piętnaście lat było różnie, ale pomimo wielu przeszkód, takich jak: brak własnego miejsca do prób, sporadyczne wsparcie finansowe, nie wpisywanie się w panujące trendy artystyczne, teatr miał trzydzieści premier kameralnych spektakli, odwiedził kilkadziesiąt różnych festiwali w Polsce i na świecie i ma nowe pomysły na przyszłe spektakle i działania. Ważną częścią działalności teatru jest dzielenie się widzą i doświadczeniem poprzez prowadzenie warsztatów, projektów i otwierania spektakli na młodszych twórców… Czyli dalej żyjemy, tworzymy i mamy publiczność – to nasz sukces.

Czy gdybyś, zakładając zespół, wiedziała, co się wydarzy przez te półtorej dekady, nadal zdecydowałabyś się w to wejść?

– Oczywiście, ale nie chciałbym tego przechodzić jeszcze raz. A tak poważnie: jak wspomniałam wcześniej, wiele udało mi się zrobić i wiele mnie to nauczyło. Teraz chcę tą wiedzę używać, dzielić się z innymi, tworzyć jeszcze lepsze spektakle i grać je dla ludzi. Poprzednie 10 lat było czymś w rodzaju walki o przetrwanie, mówieniem „ja też chcę tworzyć i dzielić się tym z innymi” i konsekwentnym realizowanie tego planu. Ostatnie 5 lat to natomiast zmaganie się z kryzysem, wobec braku wsparcia i sił, zużytych przez poprzednie lata. Nie bez przyczyny w tytule obchodów dodałam podtytuł „Celebracja, by coś zamknąć… coś otworzyć…” Zamykam okres walki, otwieram czas tworzenia.

Czy Trójmiasto ze swoją bardzo mocną i słynną w całej Polsce sceną teatru tańca jest łatwiejszym czy trudniejszym miejscem dla takich grup jak twoja? Czy inni artyści to dla ciebie wsparcie i pomoc czy raczej konkurencja?

– To niezręczne pytania, ale skoro je zadajesz, to na nie odpowiem tak, jak ja to widzę. Artyści trójmiejscy nie są dla mnie żadną konkurencją, bo w tworzeniu nie o to tu chodzi. W dzisiejszych czasach na pole sztuki wcisnęły się określenia z dziedziny biznesu, takie jak: konkurencja, opłacalność, target. Dla mnie sztuka to nie interes. Tworzę bo mam taką potrzebę, a nie po to by z kimś konkurować, ścigać się lub robić interesy. Tym bardziej nie chcę konkurować z ludźmi, z którymi kiedyś współpracowałam i tworzyłam. Jeśli chodzi o środowisko taneczne w Trójmieście. No cóż, od kilku lat nie istnieje coś takiego jak środowisko, w takim znaczeniu jak kiedyś. Nasze drogi się rozeszły. Każdy wypracował swój własny system tworzenia i dbania o swoje sprawy, co jest oczywiście naturalne. Bardzo rzadko ze sobą współpracujemy, rzadko chodzimy na swoje spektakle, a to był pewien rodzaj wsparcia. Stworzyliśmy razem i wspólnie pracowaliśmy przy festiwalu Trójmiejska Korporacja Tańca. Festiwal z minimalnym budżetem i wielką pasją. Festiwal, który promował i wspierał to co tworzyliśmy. Na tymże festiwalu wszyscy mogli pokazać swoje spektakle bez przechodzenie przez komisje artystyczne, co było ogromną formą wsparcia. Przerodził się on w Gdański Festiwal Tańca, festiwal z przyzwoitym budżetem, ale żeby na nim teraz zagrać, muszę startować w konkursie… Wolę tworzyć zamiast konkurować. Obecnie wymierne zawodowe i ludzkie wsparcie mamy z Joanną Czajkowską z Sopockiego Teatru Tańca oraz Markiem Brandem z Teatru Zielony Wiatrak. Czasem razem coś tworzymy, oglądamy się nawzajem, wymieniamy uwagami, wspieramy organizacyjne. Wróciły też do mnie stare uczennice, otworzyłam się na współpracę z młodymi osobami i to daje mi nowe siły i uruchamia mnie twórczo. Mam nadzieję stworzyć zespół, który nie tylko razem tworzy, ale właśnie się wspiera i rozwija. Ale muszę też przyznać, że bardzo dużą pomoc na poziomie ludzkim, dostaję od mojego środowiska jogicznego, skupionego wokół krakowskiej szkoły Macieja Wieloboba.

Opowiedz o najnowszych produkcjach grupy, które będą miały premierę podczas jubileuszowego tygodnia. Z czego zbudowany będzie spektakl „Nietaki”?

– Spektakl, stworzony jest z moją byłą uczennicą, Dagmarą Jerzak, tancerka mieszkającą w Dublinie, jest impresją na temat funkcjonowania w różnych światach, przestrzeniach, stanach świadomości. Oczywiście nie wyczerpujemy tematu, gdyż jest on bardzo szeroki. Nie mniej jednak pozwalamy sobie na swoje własne przemyślenia na ten temat. Składa się z czterech improwizowanych części, opowiadających o różnym stosunku i różnym sposobie reagowania na nasze sny, wizje, stany. Czasem się z nimi zmagamy, czasem dyskutujemy, czasem one nas wspierają ale i można stworzyć z nimi pewien rodzaj harmonii. Warstwę ruchową dopełni grana na żywo muzyka Doroty Konczewskiej, która też mieszka w Dublinie i bardzo proste wizualizacje, stworzone przeze mnie i Dagmarę.

Spektakl „Trzeci element” ma się odwoływać do najbardziej podstawowego elementu dla teatru tańca – kontaktu między dwojgiem tancerzy. Na czym to będzie polegało w przypadku tego przedstawienia?

– Spektakl, stworzony z Michałem Ratajskim z łódzkiej Grupy KIJO, oparty jest na kontakt-improwizacji. Technice tanecznej stworzonej ponad czterdzieści lat temu przez Steva Paxtona. Treść spektaklu i forma odnosi się do głównej zasady tej techniki czyli kontaktu, z kimś, czymś, otoczeniem, samym sobą… Spektakl ten, choć improwizowany, ma bardzo spójną strukturę, która ma nam pomóc w eksperymencie na ile potrafimy zbudować i utrzymać wcześniej wspomniany kontakt. Ten kontakt rodzi taniec. A najważniejszy w tym spektaklu jest właśnie taniec, nie doskonały, nie wydumany, nie ja, nie ty, ale nasz taniec, czyli trzeci element. A do tańca zagra nam Marcus Saudy, również z Łodzi.

I wreszcie: jak powstał i na czym polega projekt „kina tańca”, czyli film „Pryzmat”?

– Kino tańca jest dziedziną sztuki, która w Polsce zaczyna się rozwijać małymi kroczkami. Dla mnie jest to bardzo interesujące, móc tworzyć, łącząc sztukę taneczną, którą dobrze znam i sztukę filmową, której się uczę. „Pryzmat” to film stworzony ze zwykłej potrzeby piękna i prostoty tego, co nas otacza. Niby to banalne ale nie potrafimy bez tego żyć. Komplikujemy, dywagujemy, konceptualizujemy. Żaneta Górska pewnego jesiennego dnia przyjechała mnie odwiedzić, z kamerą, na tydzień. Była piękna pogoda, potrzeba wyjścia do lasu, spaceru, światła, ruchu, tańca. Zaczęłyśmy to filmować. I tak powstał ten film.

Jubileuszowe obchody Teatru Kino Variatino, piątek i sobota, 13 i 14 grudnia, godz. 19, MCKA Zatoka Sztuki (Sopot, al. Mamuszki 14), bilety: 10 zł. W programie: starsze realizacje grupy i trzy najnowsze przedstawienia: „Nietaki”, „Trzeci element” oraz „Pryzmat”.

Rozmawiał: Przemysław Gulda, Gazeta Wyborcza